Ameryka poludniowa kolebką bransoletki

Historycznie miejscem, gdzie noszono ogromne ilości biżuterii ze złota i innych cennych kruszców była Ameryka Południowa i Meksyk, zwłaszcza przed hiszpańskim podbojem w 1532 roku. Było to spowodowane ogromną ilości złóż tych metali i ich nieograniczoną dostępnością . Ze złota produkowano wyroby osobiste, jak naszyjniki, bransoletki, pierścienie i inną biżuterię, oraz rytualne dekoracje i ubiory, na przykład maski i posążki. Zarówno biżuteria jak i przedmioty rytualne zdobione były zawsze symbolami religijnymi – wiara ludzi tamtych czasów była naprawdę wielka i jej wpływ zaznaczał się we wszystkich dziedzinach życia. Stosowano mozaikowe wzory zdobione kamieniami szlachetnymi, szczególnie turkusem, który był bardzo popularny wśród biżuterii tego okresu. Jedną z charakterystycznych ozdób były dekoracje przeznaczone do noszenia na piersiach, często wykonane z wytłaczanych lub odlewanych elementów połączonych ze sobą . Natomiast w Meksyku, Majowie nosili kolczyki w postaci kołków, naszyjniki i bransoletki wykonane z muszli nefrytów. Oczywiście turkus również był tu szeroko stosowany.

Nieco inaczej wyglądała biżuteria afrykańska. Tu prym wiedli oczywiście starożytni Egipcjanie, ale północna Afryka również słynęła z wytwarzania pięknych srebrnych i emaliowanych wyrobów biżuteryjnych. Ludy pustyni wytwarzały też pierścionki, bransoletki i kolczyki ze złota, bursztynu, kości słoniowej, brązu i mosiądzu. Tworzono ozdoby z muszli, szkła i kamieni, o specyficznym, etnicznym kształcie. Podobnie jak na całym świecie, również w Afryce biżuteria niosła ze sobą przekaz religijny, a także mówiła o przynależności plemiennej, pozycji w grupie, czasem o pełnionej w tej grupie funkcji. Formę biżuterii przyjmowały amulety noszone w celu ochrony przed złymi duchami. Dzisiejsza afrykańska biżuteria często wykonywana jest z współczesnych już materiałów, ale nadal nawiązuje wzornictwem i stylem do biżuterii tradycyjnej. Taka tradycyjna biżuteria jest tez często inspiracją dla twórców biżuterii w innych krajach, stylizujących swoje wyroby na styl afrykański. Przejawia się to poza szczególnym, charakterystycznym wzornictwem poprzez użycie materiałów kojarzonych z Afryką, czyli na przykład imitacji kości słoniowej, czy użycia do produkcji biżuterii specjalnych lekkich gatunków drewna, jak to miało miejsce w biżuterii afrykańskiej.

Balkonowe kwiaty

Wiosną wielu z nas myśli o tym, by za pomocą sadzonek upiększyć swój balkon, czy taras. Gdy zaczyna się sezon, wszystkie hipermarkety rozpoczynają akcje „ogród” oferując nam szeroki wybór sadzonek i nasion roślin, które doskonale nadają się na obwódki, do skrzynek balkonowych. Rośliny takie możemy jednak kupić nie tylko w hipermarketach. Coraz bardziej popularną formą sprzedaży kwiatów jest sprzedaż wysyłkowa, a kwiaty balkonowe posiada też w ofercie każda kwiaciarnia.

Możemy zastanowić się, czy zainwestować w rośliny wieloletnie, czy jednoroczne. Rośliny jednoroczne to takie, które z całą pewnością nie przetrwają zimy i następnego roku będziemy musieli znowu wydać pieniądze na zakup sadzonek do naszych skrzynek balkonowych. Rośliny wieloletnie, to rośliny, które teoretycznie mogą przezimować i w następnych latach znowu zakwitnąć. Kwitnienie ich w kolejnym roku jest jednak zawsze niepewne, zwłaszcza, że aby mogły przetrwać zimowe mrozy, musimy umiejętnie je zabezpieczyć, a nie każdy z nas to potrafi. Może się zatem zdarzyć, że z zasadzonych w skrzynce kilku sadzonek roślin wieloletnich, do kolejnego roku przetrwa tylko część, co niezbyt atrakcyjnie wygląda, rażąc „łysinami”.

Trzeba tez przemyśleć, gdzie kupimy nasze sadzonki. Z pewnością najtaniej będzie w hipermarkecie – jednak sadzonki sprzedawane tam masowo, zwykle nie są prawidłowo przechowywane, a często nawet niewystarczająco ukorzenione – producent bowiem stawia nie na jakość swojego towaru, ale na ilość. Prawdopodobnie część sadzonek z tak zwanego „sześciopaku”, bo tak zwykle są sprzedawane, wcale się nie przyjmie. Kwiaciarnia jest miejscem, gdzie sadzonki są sprzedawane w mniejszych ilościach i doglądane bezpośrednio przez fachowca, który na nich zarabia. W związku z tym nie tylko są starannie selekcjonowane zanim trafia na półkę w kwiaciarni, ale również odpowiednio traktowane do momentu sprzedaży i opuszczenia sklepu. Osoba, która sprzedaje nam kwiaty chętnie udzieli nam wszelkich potrzebnych informacji na temat sposobu sadzenia, podlewania i pielęgnacji kwiatów, a ponadto doradzi, które rośliny będą kwitnąć nam najlepiej biorąc pod uwagę, na przykład intensywność nasłonecznienia naszego balkonu. Kwiaty są w kwiaciarni nieznacznie droższe, ale w szerszej perspektywie ten wydatek się opłaci, bo kupujemy towar o mniejszym ryzyku porażki i dodatkowo informacje o sposobie postępowania z zakupionymi roślinami. Takiej obsługi nie zastąpi nam ani hipermarket, ani bezosobowa sprzedaż wysyłkowa.

Moje kwiatuszki

Jako wielka miłośniczka kwiatów nie mogłam sobie wyobrazić piękniejszych imion dla moich bliźniaczek niż imiona kwiatowe. Kiedy więc moje dwie córeczki przyszły na świat, jedna otrzymała imię Róża, a druga Malwina. Sam pomysł na początku bardzo się nie podobał mojemu mężowi, ale kiedy zobaczył dziewczynki doszedł do wniosku, że faktycznie są tak piękne jak maleńkie kwiatuszki i zaakceptował moją chęć uczynienia z naszego domu „ogrodu”.
Dziewczynki faktycznie przejęły co nieco ze swoich imion, choć w nieco inny sposób, niż myślałam. Obie bardzo starannie i obficie podlewały tatusia kiedy tylko udało im się bez pieluchy dostać go w swój zasięg rażenia. Co dziwne, kiedy jednemu z kwiatuszków udało się dokładnie podlać tatusia, tatuś przyjmował te niespodziewane prysznice bardzo pogodnie, cierpliwie zmieniał obsiusiane koszulki, zwykle po to, by wziąwszy drugiego kwiatuszka być podlanym po raz kolejny. Dziewczynki bardzo dbały o odpowiednie nawodnienie, a nawet czasem nawożenie ojca.
Kiedy kwiatuszki podrosły i zaprzestały podlewania mojego męża, nadal były jego oczkiem w głowie i bardzo często pomagały mu w przeróżnych pracach domowych, takich jak na przykład drobne naprawy. Kiedy razem naprawiali samochód w garażu często zapominali o całym świecie i musiałam dzwonić do męża, prosząc „wyślij kwiaty na kolację”. Dziewczynki przychodziły oczywiście nie bez protestów, bo nie dość, że zmuszałam je do oderwania się od fascynującego zajęcia jakim było wysmarowywanie się po same uszy rozmaitymi smarami dostępnymi w garażu, to jeszcze bestialsko kazałam im się iść umyć, po czym musiały jeść – a to już była czynność, której moje kwiatuszki nie znosiły. Wymyśliły więc sposób: żeby uniemożliwić mi wydanie polecenia „wyślij kwiaty na kolację” małe potworki zabierały tatusiowi telefon, czym zmuszały mnie do dzikich wrzasków przez okno ( w perspektywie miałam jeszcze długi spacer do garażu).
Z wiekiem zaniknęła wreszcie niechęć do jedzenia, za to okazało się, że nastoletnie kwiaty mają ogromne kolce i dotyczy to nie tylko Róży, ale również Malwiny. Charakterki dziewczynek zdecydowanie nie są delikatne, jak kwiaty, których imiona noszą. Kiedy jednak patrzę na moje córeczki myślę sobie, że z tej szorstkości pewnie kiedyś wyrosną. A jeśli chodzi o urodę… może jako matka nie jestem zupełnie obiektywna, ale… dziewczynki mają w sobie tą lekkość, wdzięk i urok, które tak przyciągają nasz wzrok w kwiatach. A że tym, którzy się nabiorą na ten wdzięk i wyciągną po nie ręce, pokłują palce… No, cóż… Może to i dobrze…